Zmieniając miejsce zamieszkania, pracy nie do końca wiedziałem, czego mogę się na miejscu spodziewać. Pewne relacje od rodziny, znajomych, głównie pozytywne siedziały mi w głowie. Chciałbym pokrótce przedstawić Wam najbardziej irytujące rzeczy, jakie spotkały mnie do tej pory na obczyźnie.
Przerwy w pracy.
Mam na myśli tutaj dwie rzeczy. Przerwa w służbie zdrowia nie jest liczona do wypłaty, pracując de facto 8,5 godzin, pół godziny przeznaczone ustawowo masz na przerwę, a wypłatę dostajesz za 8 godzin przepracowanych. Inną kwestią są tutaj godziny otwarcia małych sklepów, biur, urzędów. Większość z nich w południe między 12-13 (a nawet 14) jest zamknięta, po prostu przerwa obiadowa. Nie dodzwonisz się, nie wyślesz poczty, a do lekarza dostaniesz się tylko w nagłej potrzebie.
Umawianie terminu.
Cokolwiek nie chciałem tutaj załatwić, musiałem umówić termin. Pierwszy dzień na siłowni? Ok, umówmy termin, niestety pierwszy wolny w przyszłym tygodniu. Chcesz coś załatwić w banku?
Ojj od tak nie przyjdziesz, musisz umówić termin. Chcesz coś odkupić, obejrzeć mieszkanie itd? Zapomnij że umówisz się na termin w tym samym dniu. Kalendarze typowego Niemca zawalone są terminami, mój niestety też :(
Cokolwiek nie chciałem tutaj załatwić, musiałem umówić termin. Pierwszy dzień na siłowni? Ok, umówmy termin, niestety pierwszy wolny w przyszłym tygodniu. Chcesz coś załatwić w banku?
Ojj od tak nie przyjdziesz, musisz umówić termin. Chcesz coś odkupić, obejrzeć mieszkanie itd? Zapomnij że umówisz się na termin w tym samym dniu. Kalendarze typowego Niemca zawalone są terminami, mój niestety też :(
Biurokracja.
Trochę wiąże się z punktem drugim. Biurokracja jest wszędzie, od urzędów po zwykłych ludzi. Nie potrafiłem wyjaśnić recepcjonistce, że mimo że mnie nie ma na książce wizyt jestem umówiony z przełożoną pielęgniarek. Po prostu wykroczyło to poza jej rozumowanie :D Na moje szczęście spotkałem Panią przy wejściu. Mina recepcjonistki bezcenna ,,jak to, bez terminu?" Cokolwiek nie załatwiasz tutaj, zostaniesz obładowany stertą wielu różnorakich papierów, Telewizja, obowiązkowy Abonament, 2 druki, Bank kilkanaście, Ubezpieczenie AOK? To w ogóle jest ,,zabawa". Wymienianie się korespondencją z danymi (przez pocztę, nie e-mail) trwała ok miesiąc. Jeden druk, podstawowe informację, drugi druk dodatkowe ubezpieczenie (nawet jak go nie chcesz musisz odesłać pusty druk), trzeci druk, dosłanie zdjęcia. No ale w końcu doczekałem się na kartę ubezpieczenia i spokojnie mogę chodzić do lekarzy. Można narzekać na biurokrację, ale trzeba przyznać im pewną rację, mają duży porządek w papierach i potrafią każdą sprawę wyjąć nawet z z przed kilkudziesięciu lat. Co jak co, w Polsce często papiery się gubiły, albo były źle podpisane, opracowane przez co później obywatel miał problem. Niemiecka biurokracja nie jednemu uratowała już życie.
Język
Pomimo że mam z nim styczność na co dzień, wciąż dostarcza mi problemów. Okazuje się że w niemieckim istnieją słowa, których nie ma nawet w języku polskim. Jest dużo więcej synonimów, przez co czasem zastanawiam się o co chodzi. Jedno zdanie w zależności od kontekstu może całkiem coś innego znaczyć. Ale nie to jest najgorsze, tego można się nauczyć. Największym problemem są akcenty. W obrębie kilku małych miejscowości, każdy mówi zupełnie inaczej, nie mówiąc już o obcokrajowcach, Ci to już w ogóle inna bajka. Pamiętam sytuację jak podczas szkolenia przyjechała kobieta z Frankfurtu (Niemka) i nie rozumiala słowa (Geri?), które występuje tylko w tym akcencie. Takich różnych ciekawych słówek jest sporo, co z tego że się ich naucze jak w innym mieście nie będą wiedzieli o co mi chodzi :D Nie zapomnę pierwszego dnia jak witano mnie mówiąc Morsche... (Morgen). Ehh, podobno da się do tego przyzwyczaić.
Ktoś może powiedzieć, że się czepiam ok! Dla mnie są to największe denerwujące rzeczy, o których warto wiedzieć, przed rozpoczęciem tu pracy i odpowiednio się nastawić. Podejrzewam że lista stale będzie się powiększać z biegiem czasu, bo jak wiecie, jestem tu przez krótki czas
Komentarze
Prześlij komentarz